Zapraszamy do skorzystania z usług Gabinetu Seksuologicznego. Oferujemy diagnostykę i terapię problemów związanych z seksualnością, porady w zakresie poprawy zdrowia seksualnego oraz edukację seksualną.

 

mgr Jerzy Born

Seksuolog
Psychoterapeuta

Zapewniamy dyskrecję

Podczas rejestracji na wizytę nie musisz podawać swoich danych osobowych, możesz umówić się całkowicie anonimowo.
Twoje dane osobowe nie są również wymagane w trakcie wizyty.
 

Wywiad z seksuologiem Jerzym Bornem

Jest w naszym mieście fachowiec, dla którego nie ma tematu tabu, - czyli porozmawiajmy o seksie.

G: Jest Pan w naszym mieście, a chyba nawet i w powiecie, jedynym Seksuologiem – z czego to wynika?
JB: Być może jest to prawdą, bowiem nie znam - zwłaszcza wśród mężczyzn - nikogo w Świdnicy z taką specjalizacją, a wynika to najprawdopodobniej z faktu, że sprawy seksu są ciągle pewnym tabu. Dla mnie wiedza na ten temat stanowiła i nadal stanowi bardzo istotną rzecz. Umysł i seksualność to najpiękniejszy dar, jaki człowiek mógł duchowo (zmysłowo) i cieleśnie (fizycznie) otrzymać od Boga, lub jak kto woli, od natury.

G: Dlaczego uważa Pan, że seks stanowi w naszym Kraju tabu? Przecież nie ma punktu kolporterskiego, czy wieczorowo-nocnego programu (filmu) w TV, aby nie było tam tematyki związanej z erotyką, że nie wspomnę o internecie, w którym aż roi się od treści nie tylko erotycznych, ale nawet pornograficznych.
JB: To prawda, ale proszę wziąć pod uwagę to, że w naszym Kraju niewielu jest lekarzy, czy terapeutów – specjalistów z zakresu seksuologii. Chcę przez to powiedzieć, że u nas to ciągle nie Ameryka, w której chociażby poprawnie funkcjonuje edukacja seksualna, a terapia zaburzeń seksualnych jest, jeżeli nie na porządku dziennym, to czymś znanym i zupełnie normalnym. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że na studiach podyplomowych z seksuologii, które ukończyłem w ubiegłym roku, było nas tylko 9 osób, z czego z Dolnego Śląska aż 3 osoby. Dobrze Pan zauważył, że całą edukację seksualną młodzież czerpie z filmów, czy też szeroko rozpowszechnionej pornografii.
To nie tylko nie są właściwe wzorce, ale często z ich treści biorą się późniejsze problemy w relacjach partnerskich, czy wręcz powstają różne zaburzone uwarunkowania.

G: Pan nie jest lekarzem, ani psychologiem, skąd zatem takie zainteresowanie i czy w Pana praktyce terapeutycznej będzie ono wystarczające.
JB: Nie jestem psychologiem, ani lekarzem, ale jestem psychoterapeutą i socjoterapeutą, ukończyłem też podyplomowo Studium Psychologii Sądowej. Żyjemy jednak w czasach, gdzie kierowca wykonuje zawód kucharza, a niejeden kucharz zaistniał jako bardzo dobry mechanik samochodowy. Nie jeden z takiej zmiany potrafił później wygrać międzynarodowy konkurs, czy uzyskać uznanie w swoim środowisku. Podobnie było ze mną. Najpierw zainteresowałem się czymś, co było z pogranicza ezoteryki - Biopsychoterapią; wkrótce ukończyłem warszawską szkołę niekonwencjonalnych metod leczenia uzyskując stosowny dyplom - było mi o tyle łatwo, że w młodości ukończyłem Studium Medyczne, dzięki czemu zagadnienia z anatomii, fizjologii i fizjopatologii nie były dla mnie trudne do przyswojenia, - były sympatycznym wspomnieniem otrzymanej wiedzy z lat młodości.

G: Czy to jedyne Pana doświadczenia z medycyną i terapiami.
JB: Nie - nie jedyne. Był taki czas, że zainteresowałem się misami i gongami himalajskimi (tybetańskimi). Zainteresowanie to przerodziło się nawet w ponad przeciętną pasję. Uznałem, że mam oto w rękach niebywałe narzędzie terapeutyczne, mające niezaprzeczalny wpływ na psychosomatykę człowieka. Zacząłem więc grywać na tych archaicznych instrumentach zarówno scenicznie, ale przede wszystkim terapeutycznie. Wkrótce zauważyłem, że moje „muzykowanie” odnosi zauważalne skutki terapeutyczne. Grywałem dla osób indywidualnych i dla grup, w tym także dla dzieci z zaburzeniami psychoneurologicznymi - z autyzmem włącznie. Po takich seansach ludzie prosili mnie o wyjaśnienia tego, co działo się z nimi, albo wręcz stwierdzali, że ich dziecko zareagowało tak, jak nigdy wcześniej nie miało to miejsca. Moje wyjaśnienia choć szczere, były w większości intuicyjne. Uznałem więc, że muszę uzupełnić i pogłębić wiedzę m.in. z zakresu psychologii.

G: I tak Pan trafił na studia podyplomowe do ikony polskiej seksuologii – Profesora Zbigniewa Lwa Starowicza.
JB: Nie, nie tak szybko; to jeden z moich ostatnich epizodów naukowych. Wcześniej w ramach studiów podyplomowych ukończyłem Socjoterapię; następnie w Polskim Instytucie Psychoterapii Integratywnej w Krakowie uzyskałem dyplom z Diagnozy Klinicznej DSM-5; we Wrocławskim Centrum Psychoterapii Pozytywnej, jedynym tego typu w Polsce, powstałym na bazie Wrocławskiego Instytutu Psychoterapii, prowadzonym, we współpracy z World Association for Positive Psychotherapy (WAPP) z/s w Wiesbaden, ukończyłem podyplomowe szkolenie, uzyskując bazowy Certyfikat psychoterapeuty-konsultanta PPT (Psychoterapii Pozytywnej). Ukończyłem także dwa kursy z zakresu hipnozy, która to obok fizycznych instrumentów jakimi są misy i gongi tybetańskie, jest również potężnym „narzędziem” terapeutycznym. W końcu w DCP we Wrocławiu ukończyłem podyplomowe Studium z Psychologii sądowej, o którym wspomniałem już wcześniej, a ostatnio odbyłem tam m.in. krótkoterminowy kurs z Racjonalnej Terapii Zachowań.

G: Po co było Panu tak wiele różnych szkół i kursów, skoro skupił się Pan na seksuologii.
JB: Oczywiście nie wymieniłem wszystkich moich kwalifikacji, trzeba jednak podkreślić, że nie są to odbiegające od siebie dyscypliny wiedzy. Wszystko „krąży” wokół psyche homo sapiens. W trakcie tych ukierunkowanych studiów i kursów, a także na podstawie własnego doświadczenia zauważyłem, że wiele stanów związanych z psychosomatyką wynika z zakłóconych relacji międzyludzkich, w tym relacji związanych bezpośrednio z seksualnością, która ma niebagatelny wpływ na tą pierwszą. Co zaś do samej edukacji, to ta jest i musi być permanentna, trwa i nadal trwać będzie w oparciu o rozmaite konferencje naukowe, publikacje, podręczniki, czy też aktywne członkostwo w Polskim Towarzystwie Seksuologicznym, którego jestem członkiem i praktycznie nie skończy się nigdy. Tak musi być, jeżeli chce się być odpowiedzialnym i skutecznym terapeutą.
Zaburzenia seksualne to dysfunkcje rzutujące na inne obszary funkcjonowania człowieka. Nie bez kozery mówi się: „w zdrowym ciele, zdrowy duch”. Ja dodaję do tego: „w zdrowym seksie, zdrowe relacje”; zasada ta działa także na odwrót, - przynajmniej tak powinno być.

G: W jakim zakresie może Pan pracować (działać) jako seksuolog i jakie może to być skuteczne dla osoby szukającej pomocy, czy też dotkniętej konkretnym zaburzeniem, skoro nie będąc lekarzem nie jest Pan w stanie przepisać, np. konkretnie działającego leku. Czy np. może Pan badać swoich Klientów/Pacjentów poprzez oglądanie i dotykanie narządów płciowych, itp.
JB: Leków – jak Pan to nazwał – „konkretnie działających” i to ściśle na zaburzenia seksualne jest w gruncie rzeczy niewiele. Są one na ogół osiągalne na receptę. Ich zastosowanie powinno być poprzedzone badaniem/konsultacją lekarską. Leki te mogą bowiem w dłuższym okresie stosowania bardziej zaszkodzić, zamiast pomóc. Pomijam tu uzależnienie od danego specyfiku, co stwarza dalsze problemy. Odpowiadając na drugą część pytania, nie mogę badać fizykalnie nikogo. Seksualność człowieka to przede wszystkim głowa, a nie genitalia. Dysfunkcje w tych ostatnich wynikają na ogół z tych pierwszych. Oglądaniem i badaniem ciała człowieka może zajmować się tylko i wyłącznie ktoś z dyplomem lekarza; ja nie mam prawa – ale także takiej potrzeby aby to czynić.

G: Czyli pozostaje psychoterapia.
JB: Nie tylko, czasem trzeba problem skonsultować z psychiatrą, urologiem, chirurgiem, bądź endokrynologiem. W tym ostatnim przypadku chodzi o laboratoryjne zbadanie poziomu przynajmniej niektórych hormonów – przede wszystkim płciowych, ale także tarczycy, gdyż mogą one mieć wpływ na funkcje seksualne. Ponadto, określenie „psychoterapia”, rozumiane w znaczeniu potocznym, dla mnie samego jak i dla wielu osób, kojarzy się nie najlepiej. Wolę stwierdzenie: „porozmawiajmy o twoim związku i funkcjonujących w nim relacjach, w tym szczególnie seksualnych”. Nie wszystko bowiem wymaga „twardej” terapii, czasem wystarczy zwykła edukacja w tym zakresie.

G: Jakie zaburzenia na tym gruncie przypadłości i wiedzy są najtrudniejsze (najcięższe) do wyleczenia, np. czy brak erekcji u mężczyzn, czy też anorgazmia i oziębłość seksualna u kobiet.
JB: Widzę, że zmierza Pan do konkretnie określanych przypadków. Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nie chodzi bowiem o nazywaną w ten, czy inny sposób jednostkę chorobową. Tu istotą jest stopień cierpienia (skutek), jaki wywołuje. W moim przekonaniu jednym z najtrudniejszych jest zaburzenie pożądania, ale na to są ukierunkowane terapie. Ludzie zajęci pracą, karierą zawodową, wychowywaniem dzieci, codziennymi sprawami i troskami, po jakimś dłuższym okresie czasu stwierdzają, że „coś” po drodze „zgubili”, albo o „czymś” zapomnieli. Chcą wrócić na dawną ścieżkę życia (udanego współżycia), ale to nie jest już takie proste. Sami nie są w stanie sobie z tym poradzić i nic z tym dalej nie robiąc, pogłębiają problem, albo szukają nowych związków, bądź „rekompensują” sobie tzw. „skokami w bok”. To pomaga, ale najczęściej tylko na jakiś czas, jednak przede wszystkim pogłębia się dysfunkcjonalność dotychczasowego związku, o ile nadal w nim pozostają i o ile nie stali się już tzw. „białym małżeństwem”. Tu podobnie jak z domową elektryką, czy hydrauliką – nie zawsze można sobie samemu dać radę z problemem; czasem po prostu trzeba skorzystać z pomocy „fachowca”. Inną dość częstą i trudną przypadłością jest dyspareunia. Terapia w tych przypadkach to proces, a do zmiany (zachowań, uwarunkowań, zniesienia bólu), dochodzi się przez dłuższy okres czasu, ale bywa też, że wystarczy rozmowa, uświadomienie i przekazanie prostych zaleceń; ważne jest, aby wszyscy uczestnicy procesu (relacji terapeutycznej) zmierzali w tym samym kierunku. Tylko takie podejście zapewnia sukces. Zawsze jednak trzeba zacząć od: „porozmawiajmy o twoim związku i panującej w nim relacji – tej seksualnej również” oraz zaprosić na spotkanie z terapeutą także drugiego współmałżonka (partnera). Trzeba również wiedzieć, że wszelkie rozpatrywane zaburzenia i dysfunkcje muszą się mieścić (być zdefiniowane) w ICD-10 i DSM-5, a więc w Klasyfikacji chorób i zaburzeń oraz Diagnozie klinicznej. Każdy przypadek, choć z pozoru podobny, w rzeczywistości jest bardzo indywidualny. Zawsze też trzeba dotrzeć do istoty (podstawy) problemu (dyskomfortu, cierpienia), bowiem etiologia takich, czy innych zaburzeń bywa różna, a nie raz jest ukryta i nie do końca uświadomiona.

G: A co w przypadku, jeżeli w związku małżeńskim (partnerskim) nie układa się pożycie i występują krzywdzące, a może nawet patologiczne relacje i występki.
JB: Tu z pomocą przychodzi Psychologia sądowa. Zawsze jednak powinno zacząć się od „naprawy” relacji – o ile jest na to zgoda obojga partnerów. Bywa jedna tak, że praca na życzenie tylko jednego z partnerów może skończyć się sporządzeniem prywatnej opinii psychologiczno-sądowej, którą jedna ze stron może wykorzystać, np. procesowo. Pozostaje to zawsze wyłączną i trudną decyzją jednego z małżonków (partnerów).

G: Jak można się z Panem skontaktować? Czy jest Pan dostępny w internecie, reklamach, ogłoszeniach prasowych, na banerach, szyldach, itp.
JB: Nie, nie jestem na razie dostępny w żadnej z wymienionych form. Pracuję w tym zakresie w sposób dość ograniczony przedmiotowo, a przede wszystkim czasowo. Na wizytę można umówić się ze mną telefonicznie poprzez Rejestrację w NZOZ „MIESZKO” w Świdnicy, spotkania możliwe są tylko i wyłącznie w piątki w godz. 14:00 – 16:00 w gabinecie Seksuologicznym przy ul. Mieszka I 10.

G: Czy chciałby Pan coś jeszcze dodać od siebie na zakończenie naszej rozmowy dla potencjalnych Klientów.
JB: Chciałbym dodać, że udając się na tego typu wizytę, przed drzwiami gabinetu należy zostawić swoje uprzedzenia, a przede wszystkim tzw. „wstyd” i nie mówienie prawdy. Kłamstwa i konfabulacje nie tylko są przeze mnie w dość łatwy sposób zauważane (potwierdzane), ale też szkoda na to czasu (i pieniędzy) by poruszać się na błędnych założeniach, a wiec i błędnych wnioskach. Takie spotkanie dla obu Stron po prostu nie ma sensu. Pragnę również zapewnić, że okoliczności spotkania i prowadzonych rozmów objęte są najwyższym stopniem dyskrecji; dane wrażliwe na życzenie Klienta nie są w żaden istotny (identyfikujący) sposób przetwarzane.

G: Dziękuję za spotkanie i rozmowę.

 
 

Odpłatność za usługi w poradni

  • Usługi prywatne
  • NIEDOSTĘPNE w ramach NFZ

Polityka Jakości

Jesteśmy po to, aby służyć naszym Pacjentom!
Naszym celem jest pełne wykorzystanie wiedzy i doświadczenia naszego personelu oraz posiadanych zasobów, do skutecznego pomagania ludziom chorym w odzyskiwaniu zdrowia i radości życia.
więcej...

Certyfikat ISO 9001

Od ponad siedmiu lat posiadamy wdrożony System Zarządzania Jakością. W 2006r., jako pierwsza placówka medyczna w Świdnicy, uzyskaliśmy certyfikat ISO 9001.
więcej...

Przyjazna przychodnia

Przychdonia MIESZKO, kilkukrotnie z rzędu, została wybrana przez Pacjentów na najbardziej przyjazną przychodnię w Świdnicy. Dziękujemy za wieloletnie zaufanie!
więcej...